› Aktualności
18:55 / 09.10.2019

Ktoś bestialsko morduje zwierzęta?

Ktoś bestialsko morduje zwierzęta?

fot. fotolia.com

- Jednego dnia znalazłam cztery martwe koty. Jesteśmy z rodziną w szoku. Kolejny kociak nam umiera. Chciałabym dorwać tego człowieka, który bestialsko je truje - mówi Kasia, mieszkanka Gostynia. Dwa nieżywe koty miały 3 miesiące i dwa kolejne - pół roku. Miłośniczka zwierząt ostrzega.

Kasia od kilku lat mieszka na os. Pożegowo w Gostyniu i karmi koty, zwykłe dachowce. Ma 3 duże, kilkuletnie koty i grupę młodszych kociaków - liczących od 3 miesięcy do pół roku. Oprócz tego ma 3 psy - dwa z nich wychowują się w domu, jeden - owczarek niemiecki - pilnuje posesji na zewnątrz.

Czy hakerzy sparaliżowali gostyńską cukrownię? - KLIK

Koty dorosłe chodzą własnymi ścieżkami, są niezależne, a najmłodsze wychowują się praktycznie cały czas koło domu Kasi.

- Nigdzie daleko nie wychodzą, jak te starsze - kilkuletnie. Rano i wieczorem dostają jedzenie. Śpią u mnie w ogródku. Tym bardziej, kiedy są małe kocięta, to z matką trzymają się w domu - wyjaśnia Kasia.

Zapewnia, że młode kociaki jeszcze dwa dni temu zachowywały się normalnie, bawiły się, harcowały. Nikt nie przypuszczał, że cokolwiek się stanie.

- A następnego dnia rano znalazłam dwa martwe pod domem, były sztywne. A następne dwa też znalazłam trochę dalej - w ogrodzie. Wynika z tego, że ktoś im podrzucił coś niedobrego. Ale nikogo nie chwyciłam za rękę - przyznaje mieszkanka os. Pożegowo.

Bardzo przeżywa stratę zwierząt. Ma pewne przypuszczenia, kiedy mogło dojść do otrucia. - Było to w nocy, nawet nie minęły 24 godziny. Przypuszczam, że wtedy coś zostało podrzucone do ogródka, a rano już nie żyły - mówi Kasia.

Wie, że dorosły kot, kiedy w jedzeniu wyczuje niebezpieczeństwo, to nie weźmie go już do pyska. A maluchy nie mają jeszcze tego instynktu, biorą i jedzą wszystko. Koty dorosłe chodzą własnymi ścieżkami, są niezalene, ale na jedzenie wracają do domu. Często śpią u Kasi w ogródku, przy posesji. Tym bardziej, kiedy są małe kocięta, to z matką trzymają się koło domu.

- Te, które padły, to były kochane koty, takie moje. Jeśli jest to zatrucie, to zastanawiam się, co one zrobiły tym ludziom, którzy podstawiają im trujące jedzenie? Nic - twierdzi Kasia.

Przez 6 lat coś tak okrutnego zdarzyło jej się pierwszy raz. Dotychczas nikomu jej zwierzęta - ani psy, ani koty nikomu nie przeszkadzały. Co takiego się nagle stało? Wspomina okres, kiedy dorosłe koty zaczęły jej ginąć. - Nagle przestały przychodzić na jedzenie. Ktoś mi wyjaśnił, że prawdopodobnie jest osoba, która jeździ po Pożegowie, kradnie te koty i wywozi do Niemiec. Ile w tym było prawdy? Nie wiem. Chyba, że poszły do kogoś innego i tam dostawały lepsze jedzenie - wspomina pani Kasia.

Czaszka i kości znalezione w pobliżu starej szkoły podczas prac budowlanych - KLIK

Lekarz weterynarii, z którym skontaktowaliśmy się w tej sprawie przyznaje, że ciężko się ustosunkować do tej sytuacji, tym bardziej, że kotów rzekomo zatrutych nie widziała, nie była przeprowadzona sekcja zwłok. I nikt nie został przyłapany na gorącym uczynku.

- Jednak rzadko się zdarza, aby zwierzę zarażone infekcją, epidemią, tak szybko umierało. To trwa dłużej, niż kilka godzin. Raczej mało prawdopodobne, aby była to kwestia infekcji, choroby, kiedy to taka grupa kotów tak szybko umiera - stwierdza Sylwia Meisnerowska, lekarz weterynarii.

 

Kolejny kot z najmłodszych u Kasi dogorywa

2
0
oceń tekst 2 głosów 100%