› Społeczeństwo
14:03 / 31.01.2019

Plaga szczurów w wiosce?

Plaga szczurów w wiosce?

fot. A. Fajczyk/fotomontaż M. Mostowy

Na dużą ilość szczurów w pobliżu domostw i miejsc zabaw dla dzieci skarżą się mieszkańcy Karolewa (gm. Borek Wlkp.). Twierdzą, że koniecznie trzeba wytępić gryzonie. - Zaważyłem przez okno trzy dziury na trawniku obok studzienki kanalizacyjnej. Po dłuższej obserwacji z jednego otworu wyszedł sobie, jak gdyby nigdy nic, szczur - napisał do nas jeden z mieszkańców. Sołtys wioski uważa, że to jeszcze nie jest plaga.

Sygnalizacja świetlna przed torami już naprawiona - KLIK

Zwraca uwagę na inną kwestię - nieświadomymi żywicielami tych gryzoni są sami mieszkańcy, którzy wrzucają do kanalizacji "co popadnie". - Gdyby zaczęli przestrzegać zasad, jak pozbywać się odpadów, resztek jedzenia i nie wrzucali ich do ubikacji, to szczury miałyby mniej pożywienia w kanalizacji i nie rozmnażałyby się tak szybko. A teraz sobie tam siedzą - mówi Romuald Gawroński. Mieszkaniec wioski, który poruszył problem z gryzoniami, zgłosił sprawę do prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej w Karolewie. Lokatorzy bloków w Karolewie boją się o dzieci, w związku z chorobami, jakie te gryzonie mogą roznosić. Twierdzą, że prezes lekceważy problem.

- Pan stwierdził: "My nic nie zrobimy, mogę dać ci trutkę to sobie wysyp". Co miesiąc do owej Spółdzielni każdy z mieszkańców płaci około 130 zł. Dobrze, że nie kazał mi samemu zakupić tej trutki. Najbardziej chodzi o zachowanie tego człowieka - nieopodal, bo jakieś 50 metrów obok, jest plac zabaw i jedna z główniejszych ulic, którymi chodzą dzieci i młodzież do szkoły czy przedszkola.

Gryzonie są niecałe 10 metrów od wejścia do klatki schodowej, a czasem przed nią stoi też wózek dziecięcy - napisał Czytelnik w mailu. Inni mieszkańcy wioski (zwłaszcza tej części, gdzie znajdują się budynki wielorodzinne) pamiętają plagę gryzoni sprzed kilku lat. Henryk Ordanik, właściciel pałacu w Karolewie zwraca uwagę, że pod trawnikami i skwerami szczury mają „podziemne miasto”. Są to tzw. „cepliki”, czyli pozostałości po starej instalacji grzewczej, kiedy mieszkania w blokach ogrzewane były z kotłowni węglowej. Została zlikwidowana mniej więcej 20 lat temu, ale rury pod ziemią pozostały.

- To jest kanał, którymi szczury mogą sobie swobodnie wędrować. Podziemne miasto dla nich. Miałem taki problem kilka lat wstecz - weszły mi te gryzonie od strony piwnicy do gabinetu. To jest bystre stworzenie. Odciąłem więc ten cieplik, zamurowałem i w tej chwili tą drogą dostępu do pałacu nie mają. A było ich w kanałach swego czasu bardzo dużo - wspomina Henryk Ordanik, który jest przyrodnikiem.

Dlaczego uderzyła samochopdem w latarnię?

Czy plaga gryzoni powróciła? Właściciel pałacu zwraca uwagę, że jeszcze parę lat temu niedaleko blokowiska istniało wysypisko śmieci. - Tam była wręcz hodowla tych gryzoni. Widziałem, po zamknięciu, jak całe stada biegały po okolicy. Mogły się w tym czasie zagnieździć.

Czy gmina sobie z tym poradziła - nie mam pojęcia - dodaje H. Ordanik.

Z kolei sołtys Karolewa uważa, że mieszkańcy przesadzają ze stwierdzeniami, że szczurów w wiosce jest więcej niż dotychczas, ale postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i udał się do boreckiego urzędu miejskiego po środki na zakup trucizny. Do wioski przywieziono 20 sporych opakowań.

Więcej w bieżącym wydaniu "Życia Gostynia"

2
0
oceń tekst 2 głosów 100%